środa, 19 marca 2014

Regularne oszczędzanie - Wywiad z Panem Kamilem Pieczonką

Szanowni,

Dziś mam niezmierną przyjemność opublikować wywiad  z Panem Kamilem Pieczonką, właścicielem i autorem bloga http://regularne-oszczedzanie.pl.

Zgodnie z nazwą, blog skupia się na tematyce regularności i systematyczności w oszczędzaniu i inwestowaniu oszczędności jako najskuteczniejszej długoterminowo metody działania.

Zacznijmy jednak od początku. Panie Kamilu, Kim jest inwestor – wedle Pana własnej, bazującej na doświadczeniu definicji ?

Inwestorem można nazwać każdego z nas, inwestujemy przecież w siebie ucząc się nowych rzeczy, które zaprocentują w przyszłości, inwestujemy nasz czas w projekty, które mają w późniejszym okresie przynieść korzyści itd.
Każdy kto robi coś z myślą o przyszłości jest inwestorem i niekoniecznie musi inwestować pieniądze, aczkolwiek w wielu przypadkach te inwestycje sprowadzają się do zwiększenia swojego stanu posiadania.

Czy w takim razie inwestorem trzeba się urodzić, czy można się tego nauczyć  ?

Oczywiście, że można mieć pewne predyspozycje, ale moim zdaniem nie tyle od urodzenia, co wyniesione z domu czy własnego otoczenia.
Są pewne cechy charakteru, które pomagają zostać skutecznym inwestorem, ale czy się z nimi rodzimy czy je kształtujemy w późniejszym okresie to już nie mi oceniać.
Wiem już za to na pewno, że aby zostać dobrym inwestorem trzeba cały czas pracować nad własną psychiką, trzeba wypracować swój własny plan i bezwzględnie się go trzymać, bo najgorszym doradcą są emocje, a te mogą pojawić się zawsze, wystarczy choćby spojrzeć na ostatni przykład Ukrainy, która spowodowała spore zawirowania na GPW.

Faktycznie emocje mogą być sporą przeszkodą, Czy z Pana doświadczeń wynika że istnieje jakiś szczególny wiek, najlepszy lub najgorszy do rozpoczęcia inwestowania ?

Moim zdaniem obowiązuje zasada, im szybciej tym lepiej. Ja zacząłem myśleć o emeryturze w trakcie studiów, mając nieco ponad 20 lat, niedługo potem uruchomiłem polisę, którą do dzisiaj dokumentuje na blogu. Im szybciej zaczniemy tym łatwiej będzie nam zgromadzić kapitał jeszcze będąc w sile wieku.
Jednocześnie nigdy nie jest na to za późno, ale im później tym jest trudniej, choć widziałem badania, które stwierdzają, że osoby zaawansowane wiekowo są skuteczniejszymi inwestorami :-).

A właśnie – skuteczne inwestycje.
Nie zawsze możemy powiedzieć że nasze wybory przynoszą zyski
Wielu z nas odstrasza inwestowanie z powodu niesionego ze sobą ryzyka straty. To właśnie z tego powodu wiele osób powierza swoje oszczędności w zarządzanie - „bo to nie ja straciłem – winny jest tan oto makler/doradca itp”. Jaki ma Pan sposób na radzenie sobie ze stresem – potencjalnej straty ?

To bardzo ciekawe pytanie, niestety nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Każdy z nas musi wypracować swój własny sposób na radzenie sobie ze strachem przed stratą i przede wszystkim dostosować swoje inwestycje do poziomu ryzyka jakie jest gotów ponieść. Według badań, uczucie straty działa podobnie jak zadawanie fizycznego bólu i jest znacznie silniejsze niż radość z zysków, dlatego mamy z tym tak duży problem.
Ja wychodzę z założenia, że jeśli strata ma wprowadzać w życie poczucie dyskomfortu, to lepiej trzymać swoje pieniądze na lokatach w banku albo w skarpecie. Spokój ducha jest znacznie ważniejszy. Mój sposób jest pragmatyczny, publiczny portfel blogowy zaplanowany jest na długoterminowe inwestowanie, przez te 30 lat, przeżyje jeszcze niejedną bessę i hossę, a zgromadzone pieniądze i tak nie są obecnie dla mnie dostępne, więc staram się w ten sposób deprecjonować wartość powstałych strat. Nie zawsze oczywiście się to udaje, ale to też element pracy nad własną psychiką.

Inwestowanie czasem bywa też zyskowne :)  Czy ma Pan doświadczenia z wszechogarniającym poczuciem boskości, związanej z jakimś wspaniałym wynikiem inwestycyjnym ? Jak nie popaść w hurraoptymizm i jak nie pogrążyć się w czasie większych sukcesów ?

Na tym polu niestety nie mam dużych doświadczeń, zawsze jakaś bardzo dobra decyzja inwestycyjna była w moim przypadku później równoważona przez złą i przez to nie mogę pochwalić się chociażby przyzwoitymi wynikami blogowego portfela ;-). Prywatnie zdarzały się dobre strzały szczególnie na kontraktach na indeksy i faktycznie łatwo jest w takiej chwili popaść w euforie, ale zazwyczaj rynek sam w następnej transakcji ostudzi nasz zapał. Osiąganie dodatnich stóp zwrotu w długim terminie nie ma wiele wspólnego z euforią czy boskością, a znacznie więcej z ciężką pracą. Każdy z czasem to sobie uświadomi, im szybciej, tym lepiej.

Ok., pomówmy więc na temat regularnego oszczędzania – czy faktycznie jest to sposób na wielo-procentowe zyski w przyszłości ?

Dobre pytanie, ja nie znam na nie odpowiedzi, dlatego chce to sam sprawdzić i do tego jeszcze dobrze udokumentować.
Za 20-25 lat pewnie będę na pewno w kwestii regularnego oszczędzania znacznie mądrzejszy. Dzisiaj jestem tylko pewny, że warto systematycznie odkładać, nawet jeśli nie pojawią się wieloprocentowe zyski, to i tak może się okazać, że to co odłożymy pozwoli nam zrealizować niejedno marzenie. W tej zabawie nie są najważniejsze zyski, najważniejszy jest moim zdaniem sam fakt oszczędzania, reszta przyjdzie sama z czasem. Niekoniecznie trzeba to też robić w ramach polis inwestycyjnych, ich jedyną zaletą jest spora bariera powstrzymująca nas przed wydaniem tych pieniędzy wcześniej, reszta, czyli przede wszystkim wysokie koszty są tylko hamulcem. Mając dzisiejszą wiedzę w tym temacie, nigdy z takiego programu bym nie skorzystał.

Czyli wysokie koszty są problemem
Ile zatem trzeba miesięcznie inwestować aby koszty obsługi programu stały się marginalną częścią wartości portfela i aby nie blokowały wzrostu jego wartości.

Odpowiem pytaniem, a po co w ogóle rozpoczynać zabawę z polisą inwestycyjną i pakować się w te koszty?
Dzisiaj mamy chociażby IKE, które pozwalają oszczędzać bez ponoszenia tak dużych opłat jakie ponoszę np. ja w ramach swojej polisy, co zresztą też dokumentuje na blogu. Koszty polisy to opłata za zarządzanie, wyrażona jako procent posiadanych w ramach polisy pieniędzy oraz opłata administracyjna i kilka groszy jako ubezpieczenie.
Najwyższa z czasem staje się ta pierwsza, jest też najbardziej wątpliwa, bo towarzystwo ubezpieczeniowe wcale nie zarządza naszymi pieniędzmi, to bardziej taka prowizja za skorzystanie z ich platformy. Zazwyczaj jest to średnio ok. 2% w skali roku, teraz załóżmy, że przez 30 lat wpłacamy po 300 PLN miesięcznie, w ten sposób zgromadzimy nieco ponad 100 000 PLN (nie licząc ewentualnych zysków), w ostatnim roku opłata wyniesie zatem 2000 PLN, a zatem 166 PLN miesięcznie, czyli ponad 50% naszej składki. Oczywiście to pobieżne wyliczenia, bo w tym czasie możemy coś zarobić, najlepiej byłoby też indeksować co roku składkę o inflację (powiększać ją, aby realnie nie stawała się mniejsza) itd. To materiał na cały osobny artykuł, ja chciałem tylko pokazać, że nie da się w praktyce ustalić pułapu inwestycji, bo koszty zawsze będą duże i będą miały spory wpływ na naszą inwestycję.

Wiemy już wiec jak nie tracić i zyskiwać. Co jednak ze słuchaniem rad, tych od najbliższych, tych od rodziny, tych od mądrych wiele mówiących głów i tych głoszonych w prasie, mediach czy też nawet na blogach.
Początkujący inwestorzy, poszukują wsparcie w książkach i najbliższych im kręgach ludzi. Komu warto ufać – na kim polegać przy podejmowaniu takich decyzji ... a może jedynie na sobie?

Tylko i wyłącznie na sobie, inwestowania nie można oddelegować, a co ważniejsze nie można polegać na innych, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Można się go jednak nauczyć i tutaj książki i blogi tematyczne są często świetnym źródłem wiedzy.
Bardzo podoba mi się pomysł, który  wdrażają obecnie w życie Zbyszek Papiński z bloga AppFunds oraz Michał Szafrański z JakOszczędzaćPieniądze, ich Elementarz Inwestora to cykl, który z ma szansę sporo zmienić w mentalności przeciętnego Kowalskiego i za to należą się brawa, bo Panowie na każdym kroku podkreślają, że oni dają tylko wędkę, a co z nią zrobimy zależy tylko od nas. Ja w 100% z takim podejściem się zgadzam i wedle mojej oceny, publikowane materiały mają bardzo wysoką wartość merytoryczną.

Moje przedostatnie pytanie dotyczy strategii inwestycyjnej. Czy w  Pana strategii pojawiają się inne elementy niż giełda czy fundusze inwestycyjne gdy panuje mroźna bessa?

Musimy rozróżnić giełdę od funduszy inwestycyjnych, te drugie nie inwestują tylko na giełdach, nawet w ramach mojego portfela dostępne są różne klasy funduszy, które doskonale nadają się do przeczekania czy nawet zarabiania podczas bessy.
Mowa np. o funduszach, które zarabiają gdy giełdy spadają czy funduszach pieniężnych, które od tychże giełd są praktycznie niezależne, bo inwestują w bony skarbowe czy rządowe obligacje. Na giełdzie też można zarobić w czasie bessy, ale to już znacznie bardziej ryzykowna gra i przede wszystkim niedostępna w ramach polis inwestycyjnych (i bardzo dobrze, bo obawiam się, że duża część z nich zostałaby zwyczajnie wyzerowana).

Na koniec, ostatnie kluczowe pytanie bez którego cały wywiad nie ma większego sensu – Z Pana doświadczenia, prosto z serca i szczerze – czy naprawdę warto inwestować ? Czy ta gra warta jest ryzyka ?

Warto oszczędzać i warto inwestować. Nawet jeśli ma to być odkładanie zaskórniaków na konto oszczędnościowe czy zakładanie lokat, to warto zadbać o swoje pieniądze. Inwestowanie nie musi wiązać się z dużym ryzykiem, choć jak wiadomo, bez ryzyka nie ma zysków, ale bez dużych zysków żyje się znacznie lepiej niż nawet z małymi stratami. Najważniejsze to wybrać odpowiednią dla siebie formę inwestowania, poznać jej koszty i oszczędzać, a wynik przyjdzie sam. Regularność jest ważna i nie bez powodu pojawia się w nazwie bloga.

Dziękuję za Pana udział i odpowiedzi a wszystkich czytelników zapraszam do częstego odwiedzania bloga Pana Kamila : http://regularne-oszczedzanie.pl 


Z poważaniem dla Szanownych

Michał Sankowski 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Weź udział w dyskusji, zostaw myśl, komentarz, uwagę lub sugestię.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...