Szanowni,
Dziś uraczę was kolejnym wywiadem.
Dyskusją do której myślałem że nie dojdzie- zarówno ze względu na problemy czasowe po obu stronach jak i na dość kontrowersyjną tematykę- a mianowicie... spekulację.
To słowo którego wiele osób boi się jak ognia i za wszelką cene nie chce go używać.
To niepisane tabu w świecie bezpiecznych inwestycji i gwarantowanych zarobków.
Spekulacja kojarzy się z czymś może nieco mrocznym czy zbyt ryzykownym - mówiąc delikatnie, a niesłusznie, jako że była z nami- ludźmi od zarania dziejów.
Co więcej, myślę wręcz że w obecnych czasach to często słowo "Ynwestycya" - powinno być terminem tabu :)
Tyle wstępu i rozważań filozoficznych, pora na meritum.
Mam przyjemność gościć na skromnych łamach bloga, Pana Wojciecha, autora http://spekulacjeneuronowe.blogspot.com/.
Tematyką bloga są inwestycje - ale w sposób dość specyficzny, a co godne pochwały - wedle systemu i z zachowaniem weń pełnej wiary i konsekwencji jego stosowania.
Zacznijmy od tego czym są spekulacje neuronowe jako metoda inwestycyjna?
W moim przypadku to praktyczne
zastosowanie modeli Sztucznych Sieci Neuronowych (SSN), jako narzędzia
prognostycznego.
Bazą i fundamentem osiągnięcia sukcesu jest odpowiednio duża
ilość danych, na podstawie których nasza „sztuczna inteligencja” będzie gromadziła
wiedzę. Idealne więc wydaje się zastosowanie SSN do analizy ruchów cenowych na
giełdzie, na brak danych nie możemy narzekać. Wiedza nabyta w trakcie uczenia
modelem SSN nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie jakie jutro będzie
otwarcie i zamknięcie WIG20, model ma za zadanie uogólniać nabytą wiedzę.
Stąd
prognozowane ruchy cenowe są wygładzone, to może być średnia krocząca lub inny
rodzaj wygładzania szczegółowych danych, jakimi są codziennie poziomy otwarcia,
maksymalnego poziomu w ciągu dnia, minimalnego i zamknięcia indeksu WI20.
Model
ma za zadanie prognozować kierunek trendu.
Czy tego systemu może
używać każdy – mając właściwe narzędzia czy też istnieje silna bariera wejścia
aby się nim posługiwać?
Bariera jest spora, znam wiele osób, które chciały zastosować tę
metodę jednak sobie nie poradziły. Długo temat był zarezerwowany tylko dla
naukowców z dziedziny biologii, teraz jednak w Internecie jest cała masa
darmowych symulatorów SSN.
Jako Polacy mamy to szczęście, że istnieje
taki człowiek jak prof. Ryszard Tadeusiewicz, MISTRZ ŚWIATA w dziedzinie SSN.
Osoby
zainteresowane BARDZO PRZYSTĘPNYM wprowadzeniem do problematyki sieci
neuronowych powinny kupić książkę zatytułowaną „Odkrywanie właściwości sieci
neuronowych przy użyciu programów w języku C#”. Właśnie dzięki Panu Profesorowi
Polacy są w światowej czołówce tego zagadnienia.
Ludzie, którzy mają determinację i nieco umiejętności w
posługiwaniu się danymi spokojnie powinni sobie poradzić. Zachęcam do
studiowania tematu SSN i eksperymentowania z sieciami.
Na blogu opisuje Pan to
podejście jako eksperyment – czy ma on oczekiwaną wartość finalną?
Jeśli tak, to
w jakim czasie ?
Jestem również uczestnikiem eksperymentu. Nikt nie wie, co się
„dzisiaj” wydarzy na GPW. Posługując się narzędziem prognozującym takim jak SSN
również nie mam pewności powodzenia, bo sztuką jest zbudować dobry model
zwłaszcza w dziedzinie gdzie potocznie mówi się, że prognoza ruchów cenowych
jest wręcz niemożliwa. Właśnie te warunki nie pozwalają określić oczekiwanej
stopy zwrotu i czasu, w jakim się osiągnie cel. Bank Goldman Sachs słynie z tego, że ma sztab najlepszych
naukowców stosujących inteligentne modele bazujące na SSN.
Z takim kapitałem to
pewnie już lecą 5-tą generację różnych maszynowych metod uczenia.
Czy przyjęty przez Pana model ,
rozumiem jako reguła inwestowania – sprawdza się w praktyce i faktycznie
generuje zyski?
Pamiętam, że pierwszy raz zetknąłem się z SNN w roku 2000.
Wtedy
usłyszałem od pewnego spekulanta kontraktami terminowymi, że są „jakieś” sieci
neuronowe, które się uczą i że teraz tym się spekuluje na giełdach całego
świata, zainteresowałem się.
Za sobą miałem kiepskie wyniki inwestycyjne, pod
ręką różne programy analityczne i znajomość pakietu Office, zacząłem więc
eksperymentować. Pierwsze modele SSN uczyły się zaledwie po kilkadziesiąt do
kilkuset epok uczenia, teraz dochodzę do wprawy, potrafię uczyć model od
kilkuset tysięcy do kilku milionów epok mając pewność, że model nie został
przeuczony.
Mam taki weryfikator jak PIT, on prawdę mi mówi. Co roku dostaję
zestawienie zysków lub strat i od momentu konsekwentnego obstawiania opcji
(jako nabywca) pod sygnały wyjściowe SSN PIT mam na plus.
Z 2013 roku jestem bardzo zadowolony, prowadziłem wtedy
blog http://polpilu.blog.pl/
Czy samodzielnie inwestuje Pan na giełdzie – a jeśli tak wedle jakiego modelu.
Tak, inwestuję
samodzielnie pod wyjścia modeli SSN.
Decyzje inwestycyjne
wspomagam klasyczną analizą techniczną.
Kiedyś otrzymałem komentarz z propozycją liczenia i publikowania
stopy zwrotu z inwestycji, na blogu http://spekulacjeneuronowe.blogspot.com/
Zdaję sobie sprawę, że publikowanie całego modelu podejmowania
decyzji inwestycyjnych (spekulacyjnych) nie wchodzi w grę, bo jak to mawia mój
drogi kolega: JAK WSZYSCY MAJĄ TAKI SAM SYSTEM TO WSZYSCY TRACĄ.
Może to brzmi
śmiesznie, proszę sobie jednak wyobrazić publikację bloga z podaną stopą
zwrotu, sygnałami zawierania transakcji oraz strategią złożonych zleceń
zabezpieczających STOP na głównej stronie GPW? To nie zadziała!
Czy
z Pana doświadczeń wynika że istnieje jakiś szczególny wiek, najlepszy lub
najgorszy do rozpoczęcia inwestowania ?
Moim zdaniem inwestowanie na GPW to odkładanie nadwyżek poprzez
kupno (w dzisiejszych czasach można powiedzieć w miarę) bezpiecznych
instrumentów finansowych. Część inwestycyjna obarczona jest zbyt dużym ryzykiem
i tych pieniędzy nie można liczyć, jako zysk. Zyskiem jest tylko wypłacona
gotówka z konta lub kupione z zysku obligacje, pamiętać należy więc o
realizowaniu zysków, aby uwolnić pewną sumę pieniędzy od ryzyka (w miarę
regularnie).
Odradzam hazard, zalecam oszczędzanie i korzystanie z zaoszczędzonych
pieniędzy na przyjemności życia codziennego, ta część pieniędzy nie wraca na
rynek
Jeśli tak pojmujemy inwestowanie to nie widzę bariery wieku
(pomijając przedszkolaków i uczniów szkół gimnazjalnych), aby zacząć spekulować
na GPW, tym samym inwestować i ostatecznie oszczędzać odkładając nadwyżki.
Nie zawsze możemy powiedzieć że nasze wybory przynoszą zyski
Wielu
z nas odstrasza inwestowanie z powodu niesionego ze sobą ryzyka straty. To
właśnie z tego powodu wiele osób powierza swoje oszczędności w zarządzanie -
„bo to nie ja straciłem – winny jest tan oto makler/doradca itp”. Jaki ma Pan
sposób na radzenie sobie ze stresem – potencjalnej straty ?
To prawda. Spłukany spekulant po stracie ciężko zarobionych pieniędzy
zaczyna szukać kozła ofiarnego. Ciekawe jest to, że jak zarobimy na giełdzie to
przypisujemy sobie tę zasługę a jak WIG20 zaliczy bessę to już wina maklera, bo
nie uprzedził przed spadkiem. Jeżeli spekulujemy logicznie, nie pod korek bez nadmiernych emocji i
majaku o domu nad oceanem z jachtem i basenem (moim zdaniem to przesłania
świadome spekulowanie) - jest cień szansy na sukces.
Stres towarzyszy tej „grze”, przede wszystkim skrajne zmiany
nastrojów, ludzie o słabych nerwach mają mniejsze szanse na sukces. Uczucia
przeplatają się od euforii (kupowania jachtu), po chęć zakopania się
pod ziemie i ucieczki z tego magla w spokojniejsze życie. Z czasem jednak
podczas regularnego spekulowania (strategia, aktywne zlecenia oczekujące) i bez
oczekiwania na wysokie zyski w krótkim czasie stres opada. Dodatkowo ograniczam
ryzyko spekulując w większości opcjami (jako nabywca) i w ten sposób wiem ile
mogę stracić, nie muszę uzupełniać depozytu jak w kontrakcie. Opcje są
instrumentem zdecydowanie mniej stresogennym od kontraktów.
Moja metoda radzenia sobie ze stresem to praca w ogrodzie, długie
spacery z dwoma psami po lesie i wysiłek fizyczny, który pomaga się odprężyć
psychicznie.
Inwestowanie czasem bywa też zyskowne :)
Czy ma Pan doświadczenia z wszechogarniającym poczuciem boskości,
związanej z jakimś wspaniałym wynikiem inwestycyjnym ? Jak nie popaść w
hurraoptymizm i jak nie pogrążyć się w czasie większych sukcesów ?
Tak, kiedyś po
realizacji zysków podniosłem ręce do góry w stronę Boga i czułem się
szczęściarzem, chyba każdy spekulant zna to uczucie.
Przypływ gotówki to
sporo pozytywnej energii, dziwne jest jednak to, że taki stan ducha w trakcie
spekulacji powinien być alarmem! Wtedy mamy tyle pewności siebie, że chcemy
grać większymi pieniędzmi o większe stawki i zaczyna się naginanie reguł.
Podstawa to trzymanie się planu, nie zapominanie o zleceniach zabezpieczających
STOP-LIMIT, bo duży zysk może przerodzić się w dużą stratę. Dobrym pomysłem
jest realizowanie zysków zamykając pozycje na raty, nie wszystko w jednym dniu.
Nie bójmy się realizować zysków! Nadwyżki lokujemy w bezpieczne aktywa i wtedy
chronimy kapitał.
Byłem świadkiem niejednej „wygranej”
fortuny, która po pewnym czasie została wyssana z kieszeni biednego spekulanta
i wróciła na rynek. Nic graczowi nie zostało, nawet jeden milion PLN.
Zastanawiam się nad połączeniem systemu jakim się Pan posługuje z
systematycznym comiesięcznym oszczędzaniem. Czy takie złożenie – miałoby
długoterminowo sens wedle Pana opinii?
Jeśli
kupione opcje potraktujesz jak wysłane kupony totolotka to ma to sens, szanse
na spory zarobek są zdecydowanie większe. Zasada jest jednak taka, aby robić to
regularnie a nie od czasu do czasu.
Bardzo
lubię instrument finansowy, jakim jest opcja. Cenię za możliwość ich nabywania
i tym samym ograniczania ryzyka, bo nie muszę uzupełniać depozytu. Warto
zainteresować się metodami i strategiami opcyjnymi na indeks WIG20, GPW notuje
opcje europejskie.
Biorąc
pod uwagę zalety opcji to uważam, że sensowne będzie systematyczne oszczędzanie
i wysyłanie kuponów Toto-Lotka w formie zlecenia kupna opcji na GPW.
Moje przedostatnie pytanie dotyczy strategii inwestycyjnej. Czy w Pana strategii pojawiają się inne elementy
niż giełda czy fundusze inwestycyjne gdy panuje mroźna bessa?
Słyszałem
wiele pozytywnych opinii o obligacjach korporacyjnych – co Pan o nich sądzi.
Dla spekulanta opcjami nie ważny jest kierunek na rynku a duża
zmienność. W trakcie bessy czy hossy mroźnym czasem dla nabytych opcji jest
trend boczny. W fundusze nie inwestuję, zawsze liczę na siebie a nadwyżki
lokuję w bezpieczne instrumenty.
Obligacje korporacyjne nie są pozbawione ryzyka, choć zachęcają
oprocentowaniem. Patrząc na to, co ostatnio działo się na rynku obl.
Korporacyjnych to zaczynam się zastanawiać czy ponoszone ryzyko jest warte
zysku. Świadomość możliwości utraty nawet całego kapitału jest mało komfortowa,
można jednak ryzykować, ale moim zdaniem nie więcej niż 20% kapitału w dobrze
zdywersyfikowane obligacje przedsiębiorstw posiadających dobrą kondycję
finansową.
Na koniec, ostatnie kluczowe pytanie bez którego cały wywiad nie ma większego
sensu – Z Pana doświadczenia, prosto z serca i szczerze – czy naprawdę warto
inwestować ? Czy ta gra warta jest ryzyka ?
Inwestycje to
szerokie zagadnienie i tak naprawdę wiele różnych tematów, łączy je jednak
jedno – ryzyko!
Jeśli cenimy sobie spokój to odradzam samodzielne spekulowanie
na GPW, natomiast laików i osoby nieprzygotowane merytorycznie do tematu
inwestycji zachęcam do odkładania niewielkiej części kapitału w fundusze
akcyjne nabywając je regularnie (dywersyfikacja w czasie).
Raz jednostki kupimy
drożej, innym razem taniej i takie uśrednianie ma sens. Wszystkich jednak
zdecydowanie zachęcam do oszczędzania!
Panie Wojciechu, było mi bardzo miło Pana gościć na blogu -i naturalnie zapraszam do kolejnych odwiedzin.
Szanowni, zapraszam serdecznie na bloga Pana Wojciecha http://spekulacjeneuronowe.blogspot.com/
Tymczasem .. z poważaniem dla Szanownych
Michał Sankowski
PS: Jeśli powyższy wpis przypadł Ci do gustu drogi czytelniku- zapraszam do zagłosowania na ten blog w konkursie Money.pl - Link